Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

środa, 2 czerwca 2010

Zamiast pracować – gotuję!


Wczoraj z Bobem wybraliśmy się do biblioteki, zapytać o moje praktyki. Biblioteka jest bardzo duża, dwupoziomowa. Ma rozbudowany dział z literaturą piękną w obcych językach, specjalny dział dla dzieciaczków i dla młodzieży. Wszystko czyściutkie i nowiutkie. Niestety najwcześniej na praktyki będę mogła do nich przyjść za 3 miesiące, bo w tej chwili już mają kogoś.

Tak więc ciągle pozostaję bez pracy, szukam intensywnie w ofertach, które tutaj mają no i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Żeby nie siedzieć bezczynnie przed kompem, zaczęłam szaleć w kuchni i robić wywiad gospodarczy w sklepach. Chodzę po tutejszych marketach – sprawdzam co się gdzie opłaca najbardziej kupić, robię małe zakupy (duże robimy średnio raz na dwa tygodnie), wracam do domu i tworzę w kuchni. Właśnie do piekarnika włożyłam muffinki truskawkowe. Muffiny to cudowny i szybki deser. Miesza się mąkę z cukrem i proszkiem do pieczenia w jednym naczyniu, w drugim mleko, olej (lub roztopione masło) i jajka. Potem się to łączy, wrzuca jakieś dodatki nalewa do foremki, do piekarnika na 25 minutek i już mamy deser. A jak pięknie pachnie! Cały dom mam w truskawkach! W tym tygodniu zmierzę się też z kapuśniakiem – w Polsce nigdy go nie robiłam, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz;) zwłaszcza, że kupiłam taką piękna kapustę. Robiłam też ciasto drożdżowe z kruszonką – całkiem niezłe, mam patent na dobrą kruszonkę trzeba do niej dodać pół łyżeczki cynamonu, wtedy jest o wiele lepsza.

Co do marketów, to jest ich w naszej najbliższej okolicy cztery: Rema 1000, Spar, Coop Mega i Kiwi. Kiwi i Spar to odpowiedniki takiej polskiej Biedronki – dyskonty, w których można kupić dosłownie wszystko, przy czym Kiwi jest lepiej zaopatrzone niż Spar i w rywalizacji cenowej zdecydowanie wygrywa. Te same produkty zwykle są 2-3 koronki tańsze, dodatkowo w Kiwi można kupić warzywa i owoce bez podatku. Rema 1000 to taki polski Real albo Tesco. Daje większy wybór produktów, ale nie ma w przeciwieństwie do Kiwi i Spar, a także polskich hipermarketów, swojej własnej taniej linii produktów. Powoduje to, że Rema jest z jednej strony droższa, z drugiej można tam trafić na naprawdę korzystne promocje i okazje – ja na razie zaobserwowałam najciekawsze promocje na dziale spożywczym. Ostatni jest Coop Mega. Prowadzą oni swoją linię artykułów X-tra, ale obok nich mają bardzo szeroki wybór wszystkich dostępnych na rynku produktów. Ceny tam są oczywiście najwyższe. Dla porównania wczoraj wybrałam się na poszukiwania bazylii w doniczce: Rema 1000 – 15 kr, Kiwi - 11,32 kr, Spar – brak, Coop – 29 kr. Żeby było zabawniej wszystkie były tej samej firmy!

Co do zaopatrzenia sklepów to nie znajdzie się tutaj korzenia pietruszki, niezwykle trudno też o wędzony boczek, mały pęczek koperku kosztuje tyle, co 400 gram mięsa mielonego, drożdże pakowane są po 5 sztuk w pudełeczku. Są za to barwniki do jedzenia, mielony cukier waniliowy w 175 gramowych kubeczkach, kilkanaście rodzajów sałat, mnóstwo gotowych produktów do meksykańskich nachos, tacos i tortilli, przyprawy i sosy do dań chińskich, pełen zestaw sosów i makaronów do dań włoskich. Przeważa tutaj ryż jaśminowy, który można kupić w 2 kg workach. Oczywiście jest bardzo szeroki wybór ryb – mrożonych, świeżych, wędzonych, przyprawionych lub nie. Wśród wędlin w zasadzie jest tylko gotowana szynka. Mięso i wędlinę kupimy tylko od razu zapakowaną, nie ma stoisk mięsnych, gdzie można poprosić panią, żeby nam dała „Kurczaka do kilo pięćdziesiąt”.

Jeszcze jedna znacząca cecha zaopatrzenia tutejszych sklepów – monopol wybranych firm na niektóre produkty. W polskim markecie mamy cały regał długi na 10 metrów z różnymi rodzajami mąki, kolejny z makaronami, następny z przyprawami, jeszcze jeden z płatkami śniadaniowymi itd. Tutaj ma się do wyboru jeden dwa produkty tego samego rodzaju. Firma Freia ma w zasadzie nieograniczony monopol na słodycze – wyroby czekoladowe, Idum specjalizuje się w musztardach, ketchupach, artykułach do pieczenia – drożdże, ekstrakty do ciast, Hindu – to przyprawy, Eldorado – mrożonki, warzywa konserwowe, a także orzechy, Gilde – mięso i wędliny, a Tine – przetwory mleczne od mleka 0,1% przez jogurty, kefiry po śmietanę. Najtańszą linią produktów dostępnych w Norwegii są te oznaczone jako First Price – można je znaleźć w Spar, Kiwi i Bunnpris.

Nawet będąc bezrobotną mogę robić coś pożytecznego – czyli zaznajamiać się z tutejszym rynkiem, umiejętność robienia rozsądnych zakupów w takim kraju jak Norwegia jest naprawdę przydatna ;)

5 komentarzy:

  1. jakie cudne muffinki... ja też chcę:D dzisiaj coś upiekę;) buziaki:* Karolka

    OdpowiedzUsuń
  2. COOP rządzi!!!!
    pozdrawiam Bastek!!!
    bloga czytam regularnie, a i zamejluje coś w najbliższym czasie. Piszcie , piszcie, bardzo fajne to jest. Jak widzę te foty to nie mogę znieść tego, że w tym roku się tam nie pojawię. Szczerze zazdroszcz!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaaaaacie
    !!! Ja się w ogóle teraz dowiedziałam o Was, o czymkolwiek! Pięknie tam macie! Ściskam cieplutko! Pozazdrościłam. Jadę nad morze! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. pierwsze slysze, zeby w sklepach norweskich nie bylo korzenia pietruszki czy wedzonego boczku. drozdze po 5 sztuk w pudelku - suszone. co w tym dziwnego?

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam! Dziękuję za ciekawego bloga o Norwegii. Ja też chcę w życiu czegoś więcej i nie musiec martwić sie o przyszłość. Dlatego od przyszłego tygodnia zaczynam uczyć sie norweskiego aby móc wyjechać. No i staję się Waszym stałym czytelnikiem:) Pozdrawiam ciepło:) Iza

    OdpowiedzUsuń