Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Jej Królewska Wysokość, Kazalnica


Kazalnica to polskie tłumaczenie norweskiej nazwy Preikestolen (ang. Pulpit Rock). Ta wysoka na ponad 600 metrów skała wyrasta z dna Lysefiordu i zakończona jest wiszącą nad fiordem niemal idealnie płaską powierzchnią. Całość z dołu wygląda jak ambona i należy do najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych miejsc turystycznych w Norwegii.

Podobnie jak setki tysięcy turystów z całego świata, my również postanowiliśmy zdobyć Preikestolen. Pierwszy raz dokonaliśmy tego rok temu, jednak kiepska pogoda i deszcz nie pozwoliły wtedy cieszyć się widokami. Dlatego w tym roku podjęliśmy drugą wyprawę, tym razem w pełnym słońcu.

Preikestolen znajduje się w pobliżu Stavanger (czwarte co do wielkości miasto w kraju), do którego z Sørlandet (południe Norwegii) można dojechać stosunkowo szybko. W czasie podróży uwzględnić trzeba jednak przeprawę promową - albo ze Stavanger do Tau albo z Lauvvik do Oanes (rozkłady promów na stronie Tide.no).

Cała trasa na Preikestolen jest bardzo przyjemna i popularna wśród ludzi w każdym wieku, z przeróżnych zakątków świata. Po drodze słyszeliśmy chyba wszystkie możliwe języki Europy, w tym również dużo polskiego; byli też Niemcy, Francuzi, Hiszpanie, Włosi, Rosjanie no i oczywiście Norwegowie. Droga na szczyt minęła nam bardzo szybko; powinniśmy byli ją pokonać w 2 godziny, ale na szczycie byliśmy po niespełna 90 minutach.

Ze szczytu roztacza się przepiękny widok na okolicę – fiord oraz miejscowość Lysebotn, gdzie w zeszłym roku nocowaliśmy na kempingu, a w tym roku rozpoczęliśmy wyprawę na Kjerag. W dole widać malutkie (z naszej perspektywy) stateczki; wszystko wygląda majestatycznie i niesamowicie. Półkę wypełniają opalający się ludzie. Część grilluje, inni spożywają swoje matpakke. Co odważniejsi kładą się nad krawędzią i spoglądają w dół. Jest ekstra.

Drogę powrotną pokonaliśmy jeszcze szybciej. Znacznie mniej ludzi próbowało po południu wejść na szczyt, dzięki czemu nie robiły się zatory i przestoje na drodze. W sklepiku z pamiątkami znaleźliśmy z Bobem nasze wymarzone czapki na zimę. Profilaktycznie jeszcze ich nie kupiliśmy (na wszelki wypadek, jakby nasz pośpiech z zakupem odzieży zimowej miał jakoś wpłynąć na skrócenie lata tutaj, woleliśmy nie ryzykować;]).

Dzień był naprawdę cudowny, a po wysiłku fizycznym cała nasza czwórka spała jak dzieci. Dopiero dziś zaczęliśmy odczuwać skutki wyprawy - spaloną słońcem skórę, spieczone karki i bolącą Boba od przegrzania głowę. Ale co tam :)

Zapraszamy do gorącej (jak słońce w Norwegii) galerii zdjęć z Preikestolen!

3 komentarze:

  1. A ja tam wolę naszą tatrzańską Kazalnicę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę, bywacie w moich stronach. :)
    To dorzucę parę swoich zdjęć:
    zdjęcia z Preikestolen

    z.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, dziś znalazłam waszego bloga, i czytam sukcesywnie od samego początku. Też przymierzam się do przeprowadzki do Norwegii, mój chłopak pracuje tam już dwa lata. Na razie szukamy mieszkania, ja mam już za sobą jedno przesłuchanie do orkiestry w Stavanger (jestem muzykiem). Niestety, chociaż myślałam, że to będzie tylko formalność, na razie się nie udało.
    Od grudnia kilka razy już byłam w Norwegii, za drugim razem, w lutym, także wspinałam się na Preikestolen. Wtedy jednak było sporo śniegu, a także zamarznięte strumyki tworzyły strome ślizgawki. Także ja nieco wydłużyłam czas naszego wejścia do 2,5 godziny :) Zeszliśmy też trochę szybciej, ja jednak wolałam schodzić ostrożnie, niż pędzić w dół nie wiedząc czy pod śniegiem będzie grunt, czy zapadlina ;)
    Pozdrawiam serdecznie i uprzedzam, że będziecie mieć we mnie wierną czytelniczkę :)
    Ela

    OdpowiedzUsuń