Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

czwartek, 10 czerwca 2010

Eve vs Krewetki



Krewetki – lubi się je lub nie. Ja ich nie lubię, bo szczerze mówiąc brzydzę się nimi. Są różowe, mają mnóstwo nóżek i do tego czarne oczka i wąsiki. Nie wiem sama z czym mi się kojarzą, ale na pewno nie kojarzą mi się dobrze.

Myślę, że moja niechęć do nich wywodzi się jeszcze z czasów podstawówki, za sprawą „referatów” z biologii. Musieliśmy je pisać w piątej albo szóstej klasie. Polegało to na tym, że szło się do biblioteki, i prosiło o „coś na referat z biologii o….”. Sympatyczna bibliotekarka dawała jedną z wielkich encyklopedii zwierząt i tutaj następowała najmniej przyjemna część – przepisywanie tego co się znalazło pod poszukiwanym hasłem. Jako że polski system edukacji nie wykształcił w piątoklasistce umiejętności selekcji informacji pod względem ich przydatności dla kolegów i koleżanek z klasy – przepisywało się wszystko. Mi oczywiście w udziale przypadły krewetki. Spędziłam w bibliotece dwa popołudnia i zapisałam dziewięć i pół strony. I choć mój referat został oceniony na szóstkę, nigdy nie polubiłam ani krewetek ani biologii.

Los chciał, że kilkanaście lat później przeprowadziłam się do kraju, gdzie w każdym markecie jest lodówka z wielkim napisem „Reker” (czyli krewetki), a mężczyzna, z którym się tutaj znalazłam jest ich wielkim wielbicielem. Tak więc kwestią czasu było, kiedy przyjdzie mi się zmierzyć z nimi w kuchni. Zawczasu rozejrzałam się w Internecie za sposobami „obierania krewetek” i bogatsza o tę wiedzę, po dwóch tygodniach od zakupu 200 gram tych stworów (mówiłam już, że uwielbiam moją nową lodówkę tutaj z kilkoma komorami do zamrażania?) postanowiłam przyrządzić z nich potrawkę.

Teoria teorią – ot odetnij główkę krewetce, ściągnij pancerzyk, wyskub żyłkę, opłucz pod zimną wodą. Co to dla mnie? Niestety w żadnych z cudownych internetowych porad nikt nie napisał jak przemóc obrzydzenie na myśl o wzięciu tego różowego paskudztwa do ręki!

Krewetki się rozmroziły, rozsupłałam worek w którym były, wyrzuciłam zawartość do miseczki i zwątpiłam w moją siłę woli. Przez chwilę zastanawiałam się nad jakimiś rękawicami. W domu są tylko ogrodowe, ubabrane ziemią po tym jak przesadzałam rośliny oraz zimowe. Znikąd ratunku, jestem tylko ja i krewetki. Nie ma wyjścia muszę wziąć to coś do ręki. Powtarzając sobie, że to na pewno jest martwe i nie zacznie się ruszać ani nie ugryzie mnie, wzięłam do ręki pierwszą krewetkę. Ucięłam jej łebek, wygrzebałam wszystko co wydawało mi się obleśne (jeszcze bardziej obleśne niż sama krewetka), ściągnęłam pancerzyk z ogonka i przytrzymując nożykiem pancerzyk i odnóża z jednej strony pociągnęłam odwłok. Przede mną leżał biało-różowy środek krewetki, przypominający trochę grubszą dżdżownicę. 1:0 dla Eve w obieraniu krewetek! Ani się obejrzałam miseczka zapełniła się oczyszczonymi krewetkami.

Potem zamarynowałam je w oliwie, soku z cytryny, czosnku i przyprawach (sól czosnkowa, pieprz cayenne, imbir, goździki, cynamon i kurkuma). Ugotowałam do nich ryż „po seczuańsku” – ugotowany ryż podsmaża się z rozbełtanym jajkiem, pokrojonym porem, marchewką i groszkiem - oraz sosik warzywny (cebulka, papryka, mrożona marchewka, groszek i kukurydza, pokrojony por, seler naciowy, ananas z puszki, zalane to rozcieńczonym z wodą koncentratem pomidorowym i zagęszczone łyżeczką mąki ziemniaczanej – przyprawy wedle uznania).

Muszę przyznać, że krewetki wyszły mi rewelacyjne! Były tak dobre, że chyba częściej będziemy je przyrządzać. Nawet obieranie tych stworów daje sporo zabawy. Myślę, że oczyszczanie krewetek dodam jako obowiązkowy punkt do repertuaru atrakcji, jakie będziemy mieli dla wszystkich naszych gości z Polski :) Na liście jest już kanapka z brunostem i dżemem – ale o tym, co to jest i dlaczego jest takie dobre kiedy indziej :)

3 komentarze:

  1. eve nie używaj tego paskudztwa kurkumy;)

    OdpowiedzUsuń
  2. bo curry mi zabrakło... ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. "nie wiem sama z czym mi się kojarzą, ale na pewno nie kojarzą mi się dobrze" - dobre! ;)))

    OdpowiedzUsuń