Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

niedziela, 13 czerwca 2010

Beautiful day w Kristiansand


W sobotę przy śniadaniu ustaliliśmy, że niedzielę spędzimy w Kristiansandzie, piątym co do wielkości mieście Norwegii (70 000 mieszkańców). Zaplanowaliśmy wyjazd na cały dzień, dlatego sobotę spędziłam w kuchni przygotowując nam prowiant na drogę. I tak dzisiaj do Kristiansandu wybraliśmy się z domowej roboty pizzerkami, słodkimi bułeczkami z dżemem i cynamonem oraz... termosem kakao!

Wyruszyliśmy z domu około 9 rano. Do Kristansandu dojechaliśmy w mniej niż dwie godziny. Pogoda była dokładnie taka, jak zapowiedzieli synoptycy – bezchmurne niebo, słońce, ok. 20 stopni i wiaterek (ale w nadmorskim Sørlandet to norma). Na miejscu najpierw poszliśmy zobaczyć zabytkową dzielnicę miasta - Kwadraturę. Znajdują się tam stare drewniane domki z XVII, XVIII i XIX wieku. Te najstarsze są pięknie odrestaurowane, w niektórych są kawiarenki, w innych muzea. Pozostałe domy są cały czas zamieszkałe. Trudno mi sobie wyobrazić, jak czują się mieszkańcy domku, pod którym staje para turystów z przewodnikiem i czyta tablicę pamiątkową. W każdym razie nikt nam nie zwrócił uwagi za zakłócanie niedzielnego przedpołudnia. Cechą szczególną Kwadratury jest to, że zaprojektowana została "z ekierką" - wszystkie ulice krzyżują się idealnie pod kątem prostym i tworzą szereg sąsiadujących ze sobą kwadratów.

Stamtąd udaliśmy się na Rynek, gdzie w sąsiedztwie katedry zjedliśmy pierwszą porcję naszych zapasów. Po drodze widzieliśmy cudowną piekarnio-kawiarnię (konditori). To właśnie to miejsce zainspirowało nas do zjedzenia kolejnych zapasów z naszej matpakke. Jakież oni tam bułki mieli, a jak pachniało pieczywem i kawką…

Spod Katedry wybraliśmy się na pobliską wysepkę, na której wytyczono kilka tras rekreacyjnych. Po drodze minęliśmy „zabytkowego” McDonaldsa (zdjęcie tego „cudu” architektury możecie zobaczyć w dzisiejszej Galerii), zatrzymaliśmy się w porcie i podziwialiśmy piękne łodzie i luksusowe jachty, a potem wkroczyliśmy na wyspę. Widzieliśmy kolejne zachowane tutaj umocnienia z czasów wojny, obserwowaliśmy norweską młodzież na skuterach wodnych – nie wiem, jak udawało im się nie spaść z nich przy takiej prędkości, jaką osiągali.

Pochodziliśmy po wyspie, odpoczęliśmy trochę na trawiastej plaży, a potem przeszliśmy się nadbrzeżną promenadą i posiedzieliśmy trochę na plaży miejskiej (tym razem piaszczystej).
Wszędzie słyszeliśmy i widzieliśmy wielu Polaków. Kristansand jest 10 razy większy niż nasze miasteczko i łatwiej tu o pracę, więc - podobnie jak inne większe miasta Norwegii - przyciąga rodaków.

Wracając z Kristansand zatrzymaliśmy się w Mandal. Bardzo spodobało mi się to miasteczko, niezwykle przytulne, niska drewniana zabudowa, kameralne sklepiki. Przeszliśmy się też plażą. Morze było tradycyjnie czyste jak kranówka, a woda przyjemnie chłodna. Na plaży zjedliśmy lody i jak tylko wyschły nam stopy ruszyliśmy do samochodu i w drogę powrotną.

Dzień był naprawdę super - taki przyjemny, ciepły i spędzony tylko we dwoje…

Wycieczką do Kristiansandu zakończyliśmy zwiedzanie pięciu największych miast Norwegii (część odwiedziliśmy już rok temu - i tego nie przeczytacie na blogu:) ). Z tej piątki najbardziej podoba mi się właśnie poznany dzisiaj Kristiansand – którego zabytkowa część miasta oddzielona jest od nowoczesnej rzeką, dzięki czemu ma się wrażenie, że będąc w centrum, jest się w niezwykle kameralnym miejscu.
Godne polecenia jest również Oslo, chociaż bardziej do pozwiedzania niż życia – Park Vigelanda zachwyca, Holmenkolen imponuje wielkością, a Aker Brygge zaskakuje multikulturowością.
Niżej oceniam Bergen – duży minus za pogodę (ciągle pada), ale mają dużo fajnych białych klimatycznych drewnianych domków. Wielką piątkę zamyka Trondheim – poza katedrą Nidaros nie ma tam moim zdaniem nic ciekawego, a zabudowa miasta jest po prostu brzydka. Świadomie opuściłam w zestawieniu Stavanger. Miasto ma swój urok i charakter (naftowo - śledziowy), ale chyba jeszcze za mało je poznałam. Co oczywiście jeszcze w tym roku postaram się nadrobić:)

W tym miejscu dodam już tylko, że bardzo bardzo bardzo podoba mi się jeszcze Ålesund ze swoją białą zabudową i wzgórzem Aksla i całym klimatem fiordów. Ale i tak najbardziej mi się podoba w naszym małym miasteczku, w którym zadomowiłam się już i czuję jak u siebie :)

Galeria zdjęć Kristiansand! >>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz