Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

piątek, 14 maja 2010

Na „własnych” śmieciach


Z internetem poszło nam szybciej niż myśleliśmy, więc znów jesteśmy w sieci :). Wystarczyło 20 minut rozmowy z działem obsługi klienta w elektrowni ;] i mamy łączność ze światem! Po prostu aktywowaliśmy poprzednią umowę zawieszoną przez właścicielkę naszego zacnego lokum.

Generalnie tutaj bardzo dużo rzeczy się robi bez obsługi. Taki licznik zużycia prądu. Masz swój login i hasło na serwisie dostawcy i sobie możesz w każdej chwili wpisać bieżący stan licznika – pozwala to na lepsze zdiagnozowanie Twojego zużycia energii na przeszły rok. Nikt nie wywiesza tutaj wielkich kartek z napisem „Jutro od 10:00 odczyt”, co za tym idzie - do lamusa odchodzi wkładanie karteczek w drzwi z bieżącym stanem licznika. Jakież to jest proste!

Za nami pierwszy dzień tutaj i jak to zwykle bywa na początku - jest ciężko. Trzeba się przestawić na norweskie realia (nie chcę nawet liczyć ile wydaliśmy dzisiaj w markecie na jedzenie), że tutaj już tak normalnie będziemy mieszkać, gotować sprzątać, myć się, a nie tak tylko na chwilę i zaraz wracamy. Oznacza to też zaakceptowanie nowego mieszkania. Dzięki zdjęciom w internetowym ogłoszeniu najmu wiedzieliśmy jak ono będzie wyglądało. W dzień. Nie wiedzieliśmy natomiast, że nie ma tu w ogóle światła (dzięki poświacie z komputera jestem najjaśniejszym punktem w pokoju :) ). Już drugi wieczór siedzimy sobie w mrokach i czekamy na dostawę naszych bagaży z Polski. Wśród nich są na szczęście lampy.

Czeka nas kupno paru niezbędnych rzeczy, ale będziemy robić to rozsądnie i raczej będzie to proces długoterminowy – niesztuką jest kupić wszystko na raz i pozbyć się oszczędności. Jak pisałam ostatnio – zaczynamy od łóżka.

Jestem już po rozmowie z urzędem pracy. Okazało się, że w Norwegii sami nie znają swojego prawa – nowa ustawa o imigrantach weszła w życie w styczniu tego roku, mamy maj i dzisiaj w urzędzie musieliśmy uświadamiać dwie pracujące tutaj panie o zmianach... Generalnie przed zarejestrowaniem się w tutejszym urzędzie pracy potrzebuję D-numer (coś jak pesel), czyli muszę się wybrać do urzędu podatkowego, a jak to nie pomoże, to do pobliskiego miasteczka 20 km stąd. Zobaczymy jak będzie.

Teraz pozytywy: widok z okna jest zabójczy! Rano obudziliśmy się i bez podnoszenia się z łóżka mamy widok na całą zatokę (zdjęcie możecie sami ocenić) – śpimy w salonie stąd ten niesamowity widok tuż po przebudzeniu. Są też tutaj plaże – takie prawdziwe prawdziwe z białym piaskiem, wydmami. Mały minusik stanowi tylko wiatr, ale komu przeszkadzałby wiatr, kiedy za oknem świeci tak pięknie słońce i jest się w Norwegii!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz