Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

piątek, 28 maja 2010

Na jednej z dzikich plaż


Jesteśmy już tutaj u siebie dwa tygodnie, a w ogóle w Norwegii już cztery! Dzisiaj nastąpił ten cudowny dzień, w którym przywieźli nam łóżko! Przez dwa tygodnie spaliśmy na podłodze, według właścicielki mieszkania jakiejś zajebistej podłodze, ale jednak to tylko podłoga. Jako córka stolarza nie odkryłam żadnych jej wyjątkowych właściwości, ot jakieś deski i tyle.

Ale oto właśnie dzisiaj kończymy z twardą podłogą na rzecz trochę mniej twardego materaca i w ten sposób zakończymy proces wyposażania mieszkania. Teraz czujemy się tutaj w pełni jak u siebie. W zeszłym tygodniu przywieźliśmy jeszcze szafkę do kuchni, na której teraz dumnie stoi ekspres do kawy – zdecydowanie ulubione urządzenie Boba w kuchni :)

Dzisiaj zrobiliśmy sobie super spacer na pobliską plażę. Jeszcze rano było pochmurno, a ja ze sklepu wróciłam totalnie przemoknięta. Ale jak Bob wrócił z pracy, okazało się, że pogoda jest piękna i naprawdę trzeba ją wykorzystać w pełni. Wybraliśmy się na plażę.

W minionym tygodniu byliśmy na niej kilka razy, ale dziś postanowiliśmy, że zwiedzimy znajdujący się tutaj rezerwat. Chociaż ta nazwa nie jest do końca odpowiednia dla tego miejsca. Jest to rozległy teren niedaleko miasteczka, znajdujący się na cypelku półwyspu. Otoczony jest skałami, plaże tworzą się w swoistego rodzaju zatoczkach, na każdej z nich piasek ma inny kolor i różne jest natężenie występowania muszelek – a tych jest tutaj bez liku. Morze na brzeg wyrzuca także cząstki innych żyjątek morskich – dzisiaj widzieliśmy wielkie odnóża kraba. Tak czystą wodę jak jest tutaj w morzu do tej pory widziałam tylko w kuchni (i to zanim wytrąciła kamień). Widać piasek na dnie i wszystkie roślinki, a nawet muszelki i meduzy unoszące się na wodzie. Z daleka ma ona kolor intensywnie niebieski (odbija się w niej błękit nieba), czasem zielony w zależności od tego, czy na dnie żyją jakieś roślinki czy nie. W zatoczkach na terenie rezerwatu prawie w ogóle nie ma wiatru bo brzeg otoczony jest wielkimi skałami, na które można się bez trudu wdrapać w tenisówkach. Na samej ich górze wiatr jest mocny, ale czuć zapach morza. Na niektórych skałach są jeszcze w całkiem dobrym stanie wybudowane przez Niemców w czasie wojny bunkry. Niektóre z nich są naprawdę dobrze „zbunkrowane” - tak, że ciężko je dostrzec.

Widzieliśmy też dzisiaj sarenkę, chociaż myślałam, że to lama (słońce świeciło mi w oczy;]). Biegała sobie po terenie rezerwatu i w ogóle się nie bała kiedy do niej podchodziłam. Nie podeszłam na tyle blisko, żeby ją dotknąć – nie chciałam jej płoszyć, ale i tak udało mi się pstryknąć niezłą fotkę. Zwierzę wygląda jakby mi pozowało, w tle skały, zielona trawka, błękitne niebo…

Wracając z plaży wstąpiliśmy do sklepu – rzutem na taśmę udało nam się kupić piwo. W Norwegii obowiązuje absolutny zakaz sprzedaży piwa (i wszelkiego alkoholu) po 20:00. W sklepach regały z piwem zasłaniane są kotarką i tak do następnego dnia rano, kiedy otwierają sklep i odsłaniają alkohol dla spragnionego ludu.

1 komentarz:

  1. Lama w Norwegii? A skąd by się wzięła? Chyba że z jakiejś prywatnej hodowli:) No cóż, widzę, że już Ci brakuje pracy w Lama Media;)

    OdpowiedzUsuń