Jesteśmy na urlopie rodzicielskim

Jesteśmy na urlopie rodzicielskim! Jak tylko ogarniemy się z naszym maluszkiem, powrócimy do aktualizacji bloga! Tymczasem życzymy wszystkim czytelnikom samych sukcesów w 2017 roku!

środa, 12 maja 2010

Back on the Road


Po dwóch tygodniach spędzonych w hotelu ruszamy w dalszą drogę po Norwegii – cel Sørlandet (południe), a więc plaże, słońce, riwiera i żagle :). Przed nami ponad 400-kilometrowa podróż - najpierw wzdłuż Oslofiordu, potem wybrzeżem Morza Północnego. Czeka nas 6 godzin w samochodzie i 4 bomstasjon – czyli opłaty za przejazd drogą.

Dwa tygodnie w hotelu spędziliśmy bardzo miło i pożytecznie. Ja miałam okazję pouczyć się norweskiego, chodziliśmy na wycieczki po okolicy, przeżyliśmy śnieg w maju i generalnie mieliśmy bardzo fajny bądź co bądź urlop. Udało nam się też w końcu dokończyć oglądać pierwszy sezon „Drużyny A”:)

Teraz czeka nas urządzanie nowego mieszkania i przystosowywanie go do naszych potrzeb – np. czeka nas kupno łóżka. Jutro spotkamy się z właścicielką mieszkania, o której na razie wiemy tylko tyle, że dba o uzębienie (kiedyś przez dwa dni nie odbierała komórki tłumacząc to wizytą u dentysty) i cierpi na bezsenność (wysyła smsy po północy).

Na miejscu minie jeszcze kilka dni zanim Bob zacznie pracę, bo tak szczęśliwie się składa, że Norwegowie mają właśnie kolejny długi weekend. Jutro w dzień naszego wyjazdu przypada Wniebowstąpienie – niezwykle ważne święto dla protestantów, a co za tym idzie dzień wolny od pracy. Piątek jest normalnym dniem pracy, ale wielu ludzi robi sobie wolne. Potem jest weekend i poniedziałek 17. maja (czyli taki nasz 3 maja). 17 maja 1814 została uchwalona norweska konstytucja. Tego dnia dzieciaki ze wszystkich szkół idą we wspólnym pochodzie, śpiewają pieśni patriotyczne i machają czerwono-granatowymi flagami. Rodziny natomiast spotykają się na uroczystych obiadach, na których po prostu nie może zabraknąć tortu i innych specjalnych dań – ryb, ziemniaków, galaret.

Norwegowie wykorzystują „długi weekend” na podróże, często zagraniczne. Niestety w tym roku raczej nie polatają, bo lotniska w umiłowanej przez nich Europie Południowej co i rusz są zamykane z powodu chmury popiołu.

Maj jest w ogóle ważny w Norwegii – to pierwszy ciepły miesiąc, więc wszyscy sprzątają wokół domów (widzieliśmy wczoraj na spacerze), w maju zaczynają się spotkania towarzyskie przy grillu, maj to miesiąc ślubów, chrztów, bierzmowania (norweskie konfirmasjon), w maju licealiści zdają swoje egzaminy. Wszyscy norwescy maturzyści chodzą w takich czerwonych ogrodniczkach z napisem „russ”. Tutejsza zacna młodzież organizuje wielkie imprezy, kupują specjalne samochody (russebil), lansują się nimi po okolicy. To właśnie w ich wnętrzu odbywają się narkotykowo-alkoholowe libacje. Samochody podobnie jak ogrodniczki też są czerwone z różnymi napisami. Potem taki pojazd sprzedawany jest kolejnemu pokoleniu norweskiej młodzieży.

Chyba tak naprawdę to, że przeprowadziliśmy się tutaj poczujemy 18 maja, kiedy już będziemy rozpakowani, Bob pójdzie do pracy, plecy zaczną nas boleć od spania na karimatach (przez długi weekend pewnie nie kupimy łóżka), a moje spotkanie z tutejszym urzędem pracy (NAV) będzie coraz bliższe… :)

1 komentarz:

  1. a cóż to za miejscowość, w której zacumowaliście? czyżby to była jakaś tajemnica? a może odpowiedź znajdę w późniejszych postach??? ;-)

    OdpowiedzUsuń